25.11.2008 :: 18:58 | Link
a few sec. ago i piss in restroom and just think about you. and now, i have hard on, and write this suff to you, just to tame my urge.

- kaleczę angielski, kaleczę polski. nie mogę się powstrzymać
Komentuj (1)

16.11.2008 :: 12:17 | Link

Komentuj (0)

06.11.2008 :: 13:38 | Link


Siedzę w pracy i skanuje zdjęcia. patrze na Chrisa który ssie mi palec, na ciało w białej hotelowej pościeli. jestem skupiony i zapłakany. wszystko przez wyborcze reklamy 5 Friends. (akcja w klimacie vote or die) Jest w nich coś totalnie wzruszającego, jak filmy z serii okruchy życia czy inne sentymentalne gówno (jak ostatnie sceny w pay it forward) Piękne.
wiec stoję w tym podłym rozkroku miedzy erekcja wspomnienia sobotniej berlińskiej nocy, a patriotycznym wzruszeniem narodu orla bielika. Z oczy kapią mi łzy, sperma kapie mi z chuja. Chyba nie ma różnicy. wszystko to przecież łzy erosa.
***
white sensation.
Mam zamknięte oczy, muzyka - jest. Nie oceniam, nie szukam uniesienia. Po prostu się ruszam. Kości, ścięgna - to wszystko jest bardzo przyjemne. Ruch jest przyjemny. Wszędzie ludzie ubrani na biało, ale jak zamknę oczy to ich nie czuje, nie ma tłumy, lasek w białych kozaczkach i karków.
Jest tylko moje ciało.
Potem się zgubiłem, a potrzebuję stada, potrzebuję punktów orientacyjnych. Jak daleko mogę pójść, oddalić się i wrócić. Mężczyźni są jak sprężyna... Zgubiony szukam znajomych, szukam twarzy która mnie rozpozna. Dziewczyny wyglądają jak gwiazdy porno... Shemale attack, tranny suprise ten klimat. Nie wiem dlaczego to robią, ale ich kobiecość jest tak sztuczna że niemożliwa. Spódniczki to pasek i dwie falbanki + majtki, opalone ciało, oczy obrysowane czarną kredką,twarz wygląda jak maska z dziurkami do patrzenia. Włosy i pazur, długie. Oczywiście wszystko na biało + cekiny, cyrkonie i róż. Generalnie wszystkie błyszczące sprawy są jak choroba, wirus...coś wenerycznego. Karki pozarażane. Każdy bydlak ma srebrny/cekinowy/błyszczykowy napis na koszulce, aplikacje z kryształków czy inny syf. Ahh i łańcuchy... chromo/homo. Przedziwne jest to że karki są super słodcy. Takie cukiereczki. Może to wpływ landrynkowych lasek, a może tęsknota za
my liter pony. Nie wiem. Czuję się bezpiecznie, jak zanurzony w cukrowej wacie zesterydowanych mięśni. white sensation trwa. Pan z gdańska robi groźne miny, straszy młodzież, porywa butelki z wodą. Jest tak słodko agresywny. Jak już się ktoś wystraszy to on uśmiecha się jasno i głaszcze po główce. Ulga w oczach, nieśmiały uśmiech. Do mnie też stroi miny, ustawia się w bokserskiej pozycji, do walki. Jest ochroniarzem, albo ćwiczy przed lustrem. Jest naprawdę dobry. Wiec gdy on to miną do mnie, to ja do niego uśmiechem. Biedaczek nie wie że te gesty to ciche słowa zachęty, to obietnica. Podrywa mnie? Do dziś nie wiem.
Patrzę na niego, tańczę i jest mi dobrze. Podchodzi i mnie przytula (te wszystkie słowa są i nie są prawdziwe. bo sam gest jest jednoznaczny ale czy mogę nazwać to przytuleniem?) potem jeszcze kilka razy mnie zaczepia, kreci się blisko. Spojrzenia uśmiechy. Jestem przekonany że jest z laską, wiec po prostu jestem i nic więcej. Żadnych akcji z mojej strony. Taki heterycki wygłup... dwa momenty wypalają się na czarnych grobowych płytach mojej pamięci.
Podchodzi tanecznym krokiem i przyciska do swojej wielkiej włochatej klaty, czuje jego włosy na twarzy, jego pot. Bardzo to miłe.
Dwa, wychodzimy z imprezy. Żegnamy się z przypadkowymi ludźmi. On macha do moich kumpli, a mi podaje rękę. Patrzymy sobie w oczy. Długo. Myśl, że może to był podryw przychodzi z dużym opóźnieniem. Jestem już w autobusie do domu. Rano, zimno a ja ubrany na biało. Jakaś dziewczyna patrzy na mnie z politowaniem.
Mgła nad miastem. i ja w tej mgle. Rozpuszczony.
***
Siedzę na kaloryferze w lab.oratory (wschodni berlin) rozglądam się leniwie jak kot. Jestem już trochę pijany (dwa piwa w cenie jednego, wszyscy znajomi oddają mi to drugie) słucham muzyki. wszędzie ciała, pierdolące się, obciągające, spocone, odsłonięte, chore, gładkie, barczyste Ciała. dziś mnie one nie obchodzą, dziś kiwam się na boki, tupie i głupawo się uśmiecham. friday fuck party. A mi w głowie żaden fuck. Nie mam ochoty. Chodzę po klubie i zbieram widoki. Kolesie na slingach, ręce w gumowych rękawiczkach. Przez dziurę w ceglanym murze wchodzę do małego pomieszczenia, mnisiej celi oświetlonej punktowym czerwonym światłem. Widzę głowę i plecy ... kogoś. Rusza się rytmicznie, potem dostrzegam sling. Do okoła stoją nadzy faceci, walą konia, patrzą, jak ja. Są bladzi jak zjawy, rozmyci. Resztka czerwonego światła powoduje że wyglądają jak namalowani przez Lucian Freuda. Patrze urzeczony. Potem wychodzę. Powoli tracę zainteresowanie, powoli chce uciec. Jeszcze krótka, acz miła rozmowa z francuzem z Dijon (obaj z kolegą krzyczymy Musztarda!!!) i jadę do hotelu. Jestem niezaspokojony. Szwendam się po knajpach. Muchmann, woof, szojne... dopada mnie coraz większa nuda.
W muchmannie widzę Terminatora okutego w skore, taki mix Nazi vs Tom of Finland. Twarz mordercy, skórzana zbroja i dość długi kawałek papieru toaletowego przyczepiony do buta. To straszne ale przypominam sobie elektryczne gitary i człowieka z liściem na głowie. Jestem dobrym chłopcem. Podchodzę i mowię że ma coś u nogi. Nie rozumie, świergocze coś po niemiecku. Odpycham go żeby zrobić miejsce i klękam. Odrywam papier i wyrzucam do kosza. Jestem jego rycerzem. Przez chwilę nic nie mówi, potem się całujemy.
Słabo.
Wykręca mi uszy! chce żebym poczuł ból, podporządkował się. Ma przecież skóry itd. Próbuje powstrzymać śmiech, co jest trudne. SM przypomina opere, operetkę nawet. Przerysowane kostiumy i ta naiwna wiara że to wszystko załatwi, wystarczy uwierzyć. Tylko ja jestem widzem z pierwszego rzędu, wybrednym takim, niewiernym jak Tomasz. Terminator znów coś mówi. Sorry boy.
no problem - odpowiadam klepiąc go po barku. Odwracam się do baru. Wciąż czeka na mnie piwo.
Tylko w bearcave coś iskrzy. Z kolesiem zza baru. Wtedy jeszcze nie wiem, że jutro się z nim spotkam. Że z soboty na niedzielę uśniemy wciśnięci w siebie jak małe pieski, mokrzy od spermy i potu, zadowoleni i zmęczeni.
Komentuj (3)

04.11.2008 :: 20:27 | Link

rainbow
Komentuj (3)

28.10.2008 :: 22:23 | Link

Komentuj (3)

21.10.2008 :: 22:34 | Link
Jak mnie zgubicie w tej jebanej bieli i zostanę sam tymi wszystkimi ubranymi na biało pojebami to was kurwa przysięgam zajebie.

***
ja 10:59
a myślisz, że jak włożę czarne spodnie do wybielacza, to mi się zrobią białe?

on 11:00
nie zrobią

ja 11:00
kurwa


Komentuj (4)

15.10.2008 :: 23:03 | Link
i am a small animal, and i need ice cream!!!!
Komentuj (3)

15.10.2008 :: 09:01 | Link
a wszystkiemu jest winna komunikacja miejska.

zwłaszcza rano.
Komentuj (1)

09.10.2008 :: 15:32 | Link
Posępna czerwień moczu.
już wkrótce w dobrych księgarniach. debiut. czyj?
mój.

Komentuj (3)

01.10.2008 :: 10:59 | Link
zadzwoniłem do pewnej fundacji aby zapisać się na warsztaty z Arturem Żmijewskim. no taki mam jakiś humor humanistyczno szkoleniowy ostatnio, wiec warsztaty jak w sam znalazł. gadam sobie z dziunią po drugiej stronie kabla, pytam się o daty, zapisy i takie tam. zadaje pytanie jaki dokładnie charakter będą miały te warsztaty - z czego do kurwy nędzy będą.
- ale to nie jest Artur Żmijewski aktor - pada odpowiedz i rozjebany siedzę na krzesełku w sali z komputerami i robi sie naprawdę ciasno i zasysa mi wszystko w słuchawkę i mnie całego też kurwa zasysa i nie wiem co mam zrobić. to zaczynam sie śmiać - to chyba najgorsza rzecz jaką Pani powiedziała, to straszne...
a on mi że jak mogę sie pytać z czego, jak bym wiedział ze nie aktor to bym wiedział że artur, ARTUR kurwa po imieniu, spoufalony już Artur - robi videoart. (chuj z tym że jak bym myślał że artur Aktor to też bym kurwa wiedział że z aktorstwa...)
i chuj, z videoartu.
i ile mam lat. wiec mówię, no to że na listę rezerwową. ale jak ktoś młodszy zadzwoni na dzień przed warsztatem, a ja teraz dzwoniłem na miesiąc przed, i on na ten dzień przed kurwa, to i tak on tak a ja nie?
tak.
to ja dziękuje w takim razie. no ale jak Panu przeszkadza że ktoś jest uprzywilejowany np to... ble ble ble. tłumaczę ropusze (bo już z milej dziewczyny zamieniłem ja w ropuchę) ze skoro teraz nie ma miejsc na najbliższe spotkanie (na które tez chciałem sie zapisać ale ..już nie ma miejsc) to za miesiąc ze Żmijewskim będzie tak samo i po chuju mam sie denerwować czy są miejsca czy nie ma jak nie będzie bo i tak jestem na rezerwowej... (bo na ten najbliższy to już nawet na rezerwowa nie chciała mnie zapisać)
sztuka spoko jest - słowo spoko jest straszne, prawie tak bardzo jak to że Artur jest, lub nie jest aktorem. ale to jest sztuka nowoczesna, nawet nie współczesna, nowoczesna. kurwa a to gówno starzeje sie szybciej niż Pan Kleks w Kosmosie. szkoda troszku, szkoda, ale chyba nie mam dziś siły na laski po drugiej stronie kabla.

Komentuj (0)


RSS

batman
point88
senshu
mediumblog


2008
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień