| 13.11.2011 :: 12:02 | Link Polska Złota Jesień, psie gówna ukryte pod dywanem z liści. Niespodzianka! - krzyczą wskakując na buty. Życie. Komentuj (1) 13.09.2011 :: 19:50 | Link ![]() Komentuj (2) 29.08.2011 :: 22:31 | Link Indianin pali gigantyczna fajkę, na opakowaniu. w paczce 20 sztuk petów z organicznego tytoniu. w sensie, bez chemii. pali się trudno, tytoń troszkę wilgotny, oporny. ale kosztują 5 ojro wiec palisz bez obrzydzenia, no nie ma chuja żeby się wykrzywić, od czasu do czasu szukasz malborasa albo innego gówna z glutaminianu sodu, coś co smakuje tak niezdrowo jak tylko papieros potrafi. palisz paczkę dziennie bo to zabija głód, a ty nie lubisz być głodny. *** Komentuj (2) 13.08.2011 :: 07:51 | Link ostatnie trzy dni spędziłem w Kijowie, właściwie spędziłem je w domu. nie że tak metaforycznie że odnajduje się na wschodzie i kijów, cerkiew i pop to mój dom, mała ojczyzna. dosłownie, w domu. nie wychodziłem wcale. czasem tylko żeby coś zjeść. Kijów oglądałem przez okno, głownie to w gabinecie, tak w domu jest gabinet, puste pulki na książki, komputer i wielki plakat starej mapy z wyspą Brytanią, taki jak można zobaczyć w niektórych książka Taschen'a. nie ciągnie mnie na zewnątrz, może to znak że zdziczeje, ucieknę od ludzi i zaszyje się w gabinecie gdzie palić będę kadzidełka z japońskiej świątyni, duszny przyjemny zapach i powolny dym. dwa razy dziennie wyskoczę na balkon, papierosa w spokoju zapalę, choć przecież od dawna je rzucam, i popatrzę na kasztanowce pod oknem. będę sobie czytał i pisał i tak bardzo pogrążę się w literkach że mówić przestanę. i naprawdę ten pomysł coraz bardziej mi się podoba. i tylko gdy JN wróci z pracy do domu, to siądziemy sobie w kuchni pod kryształowym żyrandolem, zrobimy herbatę i będziemy gadać o dniu co właśnie przeminą. Komentuj (1) 06.07.2011 :: 09:33 | Link listy miłosne: cześć. jest gorąco jak ja pierdole. pierwszy strzał dostałem sekundę po wyjściu z samolotu, jakaś przerwa była miedzy rękawem a poszyciem i dostało się ciepło. bylem przekonany ze to od silników które powoli się wygaszały. potem bardzo długi spacer do kontroli paszportowej. tam, skanowanie siatkówki oka. i już z bagażami idziemy do taksówki. wyjście na zewnątrz terminalu było masakrą, mój mozg kilkakrotnie dostosowywał się do sytuacji, gigantyczna wilgotność + temperatura powyżej 30 stopni o 5 rano! jak już bylem przekonany że sytuacja jest stabilna, już wiem jak oddychać, już jestem mokry na maksa i już ciało kuma że jest w dupie to nadchodziło odświeżenie odczuwania w mózgu, i jeb kolejna fala ciekłego gorąca oblewa ci ciało. w taksi za to klima na maksa włączona wiec jak już otworzyły się drzwi do takówki czujesz napierdalające ze środka zimo. ciągła bitwa dwóch sil. i wszystko jak by we mgle, nie metaforycznie, nie wiem czy to smog czy raczej ciągła burza piaskowa nad miastem ale widoczność dość ograniczona. w chuj budynków wielkich jak w kijowie lub większych- skytower jest jakimś żartem jak się na to patrzy. JN w taksówce powiedział ze to wszystko wygląda jak GothamCity - bardzo trafne porównanie, tylko takie Gotham po atomowce, bez nocy i cienia. wszystko wypalone i w pyle. dziś spędziłem dzień godny młodej znudzonej zony, trochę popływałem w basenie i morzu, ale morze strasznie gorące- mi to odpowiada bo jest w tym coś zmysłowego. no ale tak na kilka minut, potem godzinka w basenie. styl: żabka. dużo wpierdalałem, chodzę na śniadania i lunche i kolacje do blue orange - taki wielki szwedzki stół. zajebista kuchnia indyjska i chińska...no azjatycka. wiec wpierdalam, pływam i czytam. boje się tylko co będzie jak już wyczytam całą knige, a mam tylko jedna a dopiero wtorek wieczorem. JN cały dzień w pracy, biegają cała chmarą sodowych corpów - wyglądają czasem jak reklama united colors of benneton. każda płeć w każdym odcieniu skory. dziś uroczysta impreza w armani hotel / strój : oficjalny lub tradycyjny. czyli cala afryka i japonia odpierdoli się na ludowo. JN w garniturze, jedna z koszul nie miała efektu wow wiec się pospiesznie przebierał a ja patrzyłem na ten odwrócony striptease i zapowiedziałem ze jak wróci to mamy seks i niech się lepiej z tego nie rozbiera. miał swój efekt wow. zdjęć robię mało, odkładam to na jutro czy inny dzień, choć może to nie ok. dziś zrobiłem tylko zdjęcia bawiących się kruków/wron, chyba wron, na balkonie i światła na zaparowanym lustrze :) idę zaraz na kolacje, pewnie przytyje bo jem sporo. ale za to nie pije wody w czasie posiłku :) wiem bo oglądam telewizje śniadaniową w tvn. tęsknie za wami i smutno mi ze nie spotkam się ze wszystkimi zaraz po powrocie, ciesze się za to faktem że K będzie we wro i zobaczę się chociaż z nim. będę pisał więcej. jutro. buziaki i milej nocy. u meni jest 20. love wasz zjeb. p.s na powrót planuje zażyć leki nasenne. klasa ekonomiczna w dużych samolotach to jest jakaś masakra, MI a jestem dość malutki, jest ciasno. yo1 *** No, interesująco... a ja naćpany - dzień trzeci...3 skręty...2 jednostki wódki Pan Tadeusz.... i świętujemy Wrocław esk 2016... godzina 19.10.... twoj k. cześć. Komentuj (2) 21.06.2011 :: 19:50 | Link za oknem dyskoteka, pan który pokazywał mi pokój zapewniał ze będzie cicho "i w dodatku graja tylko do pierwszej w nocy" - dodał z uśmiechem. Komentuj (0) 14.06.2011 :: 16:48 | Link wstaję rano, o szóstej. pierwsze 15 minut walczę z gorączką niewyspanego ciała, buntem na poziomie mitochondriów w komórkach macierzystych. ciało chce pozostać w spoczynku, nawet śmierć wydaje się atrakcyjna. nie ma zgody na ruch i życie. potem koty zaczynają srać i miauczeć że są głodne, połączenie obrzydzenia i instynktu Matki przezwycięża upór naskórka i mięśni, całe pierdolone poranne życie zbiera się w sobie i wyrusza na kolejny dzień. pół godziny później gdy jestem w pełni świadom, wypiłem pierwszy łyk herbaty z dwiema łyżeczkami cukru (cukier prosty jest podstawowym paliwem dla ciała, miliony mrówek wyabstrahowawszy drobinkę cukru z herbaty , biegną po żyłach i mięśniach karmiąc nimi głodne komórki, rozpalając je do czerwoności, para wytwarzana w procesie spalania cukry uruchamia ściągną i stawy) odpaliłem telewizor, kurwa wstałem i czekam na kolejny jebany w dupę dzień, a mogłem spać i jak/by/nie/żyć. za to koty śpią, bo ja już wstałem. od ósmej rano super/seria, biceps - triceps. generalnie: chujnia. Komentuj (0) 10.06.2011 :: 12:56 | Link było mi bardzo smutno, cały dzień. kręciłem się bez sensu po mieście. wreszcie poszedłem do pracy, lecz smutek nie znikną. prowadziłem rozmowy przesiąknięte gówniarską frustracja - myślałem o to źródła spleenu. chuja. wędrując w głowie ku nocnym rozrywką odkryłem że płaczę za ostatnim skrętem, wypaliłem go rano bo rzucam palnie. ograniczam, być może, nie rzucam. *** obudziłem się po pierwszej w nocy, na kanapie przed telewizorem. wstałem cicho i ostrożnie żeby nie pobudzić kotów. wśliznąłem się do ciemnej, chłodnej sypialnia i skoczyłem do łóżka. trochę źle wszystko wymierzyłem i przypierdoliłem w ścianę, a właściwie drewniana wezgłowie i jego słodkie modernistyczne kanty. gdy tak klnę po ciemku (jak by ciemność była językiem) wkurwiony na cały świat siedzę sam na łóżku i tęsknię do ciebie. Komentuj (0) 08.06.2011 :: 18:46 | Link jest kurwa gorąco. i mógłbym tak jednym zdaniem się rozpuścić. Komentuj (0) 31.05.2011 :: 14:31 | Link poszedłem na siłownie, to + bez prysznicowych klapków to - kto będzie chciał ruchać się z pakerem z grzybicą? ładniej by brzmiało: "kto będzie chciał ruchać pakera z grzybica stup", ale to ontologicznie nieprawda. Komentuj (1) |
RSS |