| 08.02.2010 :: 22:12 | Link za dwa tygodnie zrobię pdf z saturatora, dziś puszczam, tak jak by trailer. ![]() ![]() Komentuj (1) 07.02.2010 :: 23:29 | Link w saturatorze błyskają flesze. flesze na ciało. flesz/flasz. ja też błyskam, w oczy. krew jasno czerwona,z brokatem - cieknie mi z nosa śliczną cienką stróżką. krew nie prawdziwa, w stylu glamour. gdy mi ją malują lakier drażni skórę, parzy jak poppers wgryza się w skórę, co boli. barmanka, mówi zaniepokojona - krew ci leci z nosa. jestem rozczulony, trochę mi głupio że tak wszystkich straszę, że przez chwilę w ich głowach odpala się smutny film. upadek, pięść czy inna mała katastrofa twarzy. płacę za redbulla z wódką, uspokajam panią i siebie. to tylko, to nic takiego. *** wróciłem do wro, poszedłem na kolejne party. party animal kurwa mać. w pewnym sensie też pedalskie, a w innym zupełnie nie. wielkie otwarcie niewielkiej knajpy. ma być modowo: pokazy, modelki, fotografowie. sziki miki. niestety po raz kolejny wyszło srutututu. przez wielkie S, takie. ok, nie jestem autorytetem, nie oglądam FashionTv, nie jestem dobrze ubrany, moda interesuje mnie tylko w kontekście zdjęć - jednym słowem laik. ni chuja nie kumam co wdzięczące się laski mają wspólnego z "modelingiem". miałem wrażenie że dziewczyny właśnie dziś spotkałī swoją drugą połówkę i kurwa hormony szaleją. idą po wybiegu i snują pikantne historie / obietnice krzyku w środku nocy. biodra rozbujane, wzdęte wargi, oczy przymrożone - wszystko prawie subtelne, przez pończochę kręcone. oczywiście trzeba się jeszcze zatrzymać, tak że to zatrzymanie było jak kropka nad i. i obrót, i mina i kurwa wszystko. jak bym oglądał sen małej dziewczynki że ona kiedyś będzie jak ta laska co ją Warhola namalował na zupie. teraz uświadamiam sobie że one wyglądały jak dziwne kopie chłopaków z satu. tylko odrobinę mniej naturalne. o biustonoszach niszczących wszystko co chciał osiągnąć projektant i kaskach na głowie pisać nie będę. po chuj. moda po polsku. magazyny po polsku. czy wszystko, wszystko czego się dotkniemy musi być spierdolone? *** dzieciaki robią imprezę w chujowym miejscu. nie ma to znaczenia bo impreza rozpierdala wszystkim cyce. czyli można. Komentuj (1) 02.02.2010 :: 22:28 | Link pisze dedykacje do katalogu. nie pisze, próbuję. jeszcze inaczej, dedykacja napisana i wysłana. problemem są podziękowania. czy pisać czy nie pisać. bo na pewno dziękować, ale jak? plan był prosty, podziękuję na imprezie, publicznie, przy ludziach. umrę ze wstydu, bo wystąpienia publiczne ot mój mały koszmar. a jest za co dziękować. bo w całym tym zamieszaniu związanym z wystawą najistotniejsza była pomoc mazgai. nie tylko na poziomie logistycznym, bez niej chuja bym zrobił. dawno temu byliśmy na dyplomach Kwadratu, foty ludzi na śniegu, mają pistolet - taki mokry sen nastolatka że może opowiedzieć dramatyczną historię, z przemocą, rozpierdolką i komiksową narracją - foto/tarantino. a. i nie będzie wstydu. wstyd był. wtedy powiedziałem że kilka mniej książek przeczytanych, kilka mniej filmów obejrzanych i robiłbym takie foty. bo trochę taki jestem łatwiutki i naiwny. gdzieś tam w środku. tylko że te filmu i książki znam dzięki b* i generalnie byłbym niezłym gupkiem gdybym jej kiedyś nie poznał. i nie chce pisać że bez niej by mnie nie było i że wszystko jej zawdzięczam. bo się wstydzę. ale taka jest prawda. *b to mazgai. Komentuj (8) 31.01.2010 :: 19:54 | Link stoję w ciemnej kuchni, okna zasłonięte metalowymi kurtynami. jest zimno. niedziele wydaje się być ponura i straszna. gdzieś przy drewnianym parapecie leniwie przeciska się promień słońca. jest zdziwiony. szum maszyny wbudowanej w ścianę stresuje kota. kurtyna powoli się podnosi, przez chwile jest napięta, wąskie prostokątne segmenty połączone są dwiema równoległymi linkami - jak ciasno upchane szczebli w drabince - czernieją gdy świeci zza nich słońce. *** siedzimy u Błażeja, pijemy wódkę. plan jest prosty, najebać się i iść do orthopedii. najebać się musimy bo na trzeźwo rady nie damy. pijemy, choć jest jakoś smutno. po drodze odpadają dwie osoby. bo my chcemy iść do Salvadora bo tam już ktoś czeka. marszczymy noski, ja i K. jestem pijany i czuły. nie, idziemy z wami - spotkanie jest najważniejsze, drugi człowiek. spędzimy noc razem. Błażej zostaje w domu, wychodzimy w zimny Wrocław. w Salvadorze dziwna najebka, dziwni ludzie i dobra muzyka. taneczna. studenci pierwszych lat odreagowują traumę rodzinnego domu, po chuj mi to pytam sam siebie. wychodzimy i znów w mrok i noc. i na rynek prosto do strefy smaku za 5,50. kolejny błąd wieczoru. gdzieś po drodze Ci którzy chcieli iść jednak nie idą, lub idą do domu. zostajemy my, dawaj, zdesperowani. po drodze, tuż przed knajpą spotykamy znajomego (nie mojego) ma ślinę na ustach, taką jak pajęcza nić. strasznie to podniecające, myślę o nim porno /graficznie. u celu. pod ortho kilka chudych ciot. takich... jak z daleka. stoją i marzną i rozmawiają o statystyce rzutów do kosza. to zły znak. tego pana nie wpuszczę - mówi na dzień dobry ochroniarz. tym razem to nie ja. to K. dobranoc - mówimy wychodząc. dobranoc. odpowiada ochroniarz. o drugiej w nocy jestem w domu. zmęczony jak bym tańczył do rana. a ja spacerowałem. spacer to zdrowie. Komentuj (0) 29.01.2010 :: 11:37 | Link w niedziele jadę do poznania, że moc w spokoju pojechać do warszawy. w poniedziałek. we wtorek będę już we Wrocławiu. do piątku bo wtedy znów przez poznań do warszawy. na pedały. w saturatorze QueerFestII - jadę robić zdjęcia. plam był prosty- T4 i sporo klisz z rossmana. kolory podopalane, ziarno, analogowy syf. i wtedy kupiłem aparat. czerwony, z czarnym płaskim obiektywem. śliczny i ! najtańszy z rodziny. mieszańce najgorzej się sprzedają. co dziwne, bo to najlepsze geny. i teraz jedziemy razem. ja i czerwony. .:nie ma chuja, nie przebieram się, nie upijam i narkotyków nie biorę, zanadto, robię zdjęcia i chuj:. Komentuj (0) 27.01.2010 :: 21:21 | Link MaleMan to pismo dla zjebów. tak, przykro mi bardzo ale niestety takie są fakty. dla zjebów i w dodatku nieuków, bo jak by się uczyli i zjebami nie byli to czytali by coś innego (po angielsku na ten przykład) prasa dla facetów to nowa czerń. wiem bo powiedział mi Michał, a on czyta posumowania lifestylowe na blogach; wiec jest wręcz wyrocznią w kwestii nowych czerni. mój jedyny przeczytany egzemplarz MM dostałem od Kamila. ukradł go dla mnie z pijalni kawy, nazywanej też czasem heven. - bardzo to genetowskie i aż żałuję że tak przyjemna narracja zmarnowała została. nr7. okładka wypieszczona fotoszopem, chłopcy jak malowani, kurwa bez krwi/ bez ducha skorupy jakieś poprzebierane, udające człowieka. jak to ma być ten wzór, ten samiec alfa to kurwa już nie chce. lecz idę w tą ciemność pod schodami jak bohater z horroru co to któremu cała sala krzyczy nie idź!!! tam bo pod schodami jest ciemno to i pewnie potwor. ja też nie słyszę ostrzeżeń i krzyków, okładka boleśnie ciekawi. czytam. nie. po pierwsze przeglądam, głownie tytuły i zdjęcia. uderza zastosowanie pewnego stylu foto, nie wiem jak to się po profie nazywa hi/res czy coś takiego. że wszystko takie wyostrzone ale jednocześnie gładkie w kolorze, czyste. taki glamour tylko szorstki. ale szorstki na niby, kaszmirowy golf w kolorze khaki - że niby nie golf i nie kaszmir tylko wojsko. bo khaki, ale jednak mięciuchny i mamie się spodoba. wiec i to taka szorstkość na pół gwizdka. chujowsza jeszcze bo widowiskowa, nie z foty a z założenia. tylko kolory u Peszke fajowe, takie orwo, czerwono zielone. dobre. skaczę na głęboką wodę - czytam o modzie. o rage age - i tu krew zalewa, słodkimi czerwonymi falami. bardziej frenzy niż rage. że on ten projektant to pedałem nie jest, on nie, cała reszta jest, reszta co ma wszystko w garści/ modę całą polską w swej pedalskiej lepiej garści. on nie, on jest inny. kurwa, odwrotni - oni to inni a on swój. ma dziecko i żonę. swój chłop. prawdziwy męski polak co na modzie się zna i nas, innych prawdziwych męskich, bez KOMPLEKSÓW w tą modę ubierze. kurwa jak się ciesze. pomaga mu jego heterycki kumpel (właściwie to nawet nie powinienem pisać bo to jasne samo jest przez się) taki z brodą, no z zarostem. ale kurwa jakim. twardym zarostem, bo to twardy pacjent jest. biznesmen jak z wallstreet (serialu) albo jak zły bandzior, wróg Carrintonów - pukający Aleksis. i też chłopaki w hi/resach skąpani niby w słońcu. ja to śmiać się nie powinienem, mi śmiech w gardle staje bo ja w dresy się ubieram i to co że paski złote, jak to dresy. i on nawet - ten wrogi biznesmen, to taczką jeździł. niczym dwaj ostatni sprawiedliwi oni modę robią i polaka będą ubierać w luksus. potem tekst o Pani Maciąg co też zdradziła kiedyś w wywiadzie że te pedały to ubierają dziewczyny dlatego one nie mają piersi i wyglądają jak chłopaki. tu o tym nie mówiła, tu bardziej o duszy. i sympatyczna taka laska z niej, choć to z motorem i księżycem to straszne - ale ona sama git laska. natomiast autorce hagiografii tej wydrukowanej w MM to należy się laur grafomanki roku. wszystko w jednym zdaniu na dwie strony, stylem biblijnym. no kurwa. *** straszne to pismo, słowem podsumowania. i każdy facet to z daleka od tego. bo tylko lalunie z pindorkami, zakompleksione i zorientowane na tani luksus złotych tarasów - sięgać po to powinni. reszta ma Fantastic Mana, Butta (ja wiem że pedalskie ale hetero friendly i mocne w czytaniu) oraz ... Vogue International dla panów. dobre teksty, odważne pytania, a nie pierdolenie pitu pitu (choć są oczywiście poruszane kwestie tak ważkie jak - czy lawenda to zapach dla fiuta) *** drażnią mnie okrągłe zdania. zwłaszcza te które sam napisałem. zadzwonił telefon, wszystko musiało się ładnie zamknąć i okazało się że nic nie napisałem, nic istotnego. bo właśnie o vogue mi chodziło. moje małe zaskoczenie, przyjemne odkrycie w warsie. zimno wszędzie, żurek stygnie a magazyn się otwiera. ok, sesja w rzeźni to straszny syf, coś bardzo nie przyjemnego - tanie, wulgarne i gładkie a jednak zaskakująco spójne, bardzo dobre choć jednocześnie chujowe i odpychające. nie wiem czy przez mięso. w contributors znajoma krata. czapeczka i okulary, wąsy. kilka stron dalej biała ściana, długopis zamrożony błyskiem. cień wszystko podwaja i podkreśla. betonowa podłoga, mleko, trochę powrót do zdjęć z terryworld i chuj to nie terry. zaskoczenie ale takie rozczarowujące, dopiero teraz myślę sobie że to taka gra - mruganie. polskie nazwisko, nie znam. dziwne że po raz kolejny polak jest wersją kogoś innego. tym razem wyjątkowo. udaną. gdzieś pod koniec sesja z wielkoszczękim Dafoe. tu się kutas ukrył. wywiady. jedna strona tekstu, niby nic wielkiego a czytam z coraz większym zaskoczeniem, poziom bezpretensjonalności jest obezwładniający. tu faceci spokojnie mówią o tym że - nie nie ruchałem się z kolesiem, ale jak kiedyś poczuje ochotę to nie będę się specjalnie blokował. albo rozmowa o zmarłej matce neurotycznego grubasa, projektanta Lanvin. szczerze i pierdołowato. czyta się z przyjemnością. wiem że strasznie pierdole o Fantastic Man, ale dawno nie czytałem magazynu który miałby taką klasę w fotach i tekście. Vogue jest odrobinę lżejszą, błyszczącopapierową wersją FM. takim deserem. małym kalorycznym skurwysynem poprawiającym humor. może jestem śmierdzącym snobem ale coraz częściej zadaje sobie pytanie kto kupuje polskie magazyny... po chuj mi A4/KMAG/MaleMan/inne lifstylowe gówno skoro jest purple/butt/Fm/V/Smagazine/czy monocle. i nawet nie muszę jechać do 7L na specjalne zakupy. jest traffic. może teraz mokrym snem szanującej się pizdy z saskiej kępy jest pracować w redakcji, a właściwie wpadać do redakcji, pisać wstępniak, dyskutować o lejałcie i podglądać zagraniczne pisma. wszyscy mamy takich Janiaków* na jakich sobie zasłużyliśmy. *dziewczynę ma śliczną i słodko okrutną. Komentuj (4) 11.12.2009 :: 07:35 | Link o 7 rano tylko kot cieszy się że wstał. bawi się kutas myszką, taką co hałasuje. bawi się i miauczy. ja siedzę jak sowa, śpię z otwartymi oczami. klasyczny duet z hellboya. mieszkanie jest brudne i zimne. ja jestem brudny i zimny. posprzątam po pracy. do pracy idę rozpierdolony. porankiem, deszczem i zestawieniem vat którego jeszcze nie zrobiłem. wychodzi polska wersja Vice a mi jest źle. może to czarny poranek, może koniec jakiegoś mitu. chuj jeden wie. Komentuj (0) 13.11.2009 :: 02:09 | Link chwila po drugiej. nie mogę spać. pisać też mi się nie chce. to raczej dowód że w nocy nie spałem. jeszcze nie wiem dowód czego. Komentuj (17) 29.10.2009 :: 14:16 | Link sezon na psychoanalizę rozpoczęty. lisy, damy i kawalerowie na koniach, gnają przez jesienny las* w mojej głowie. wszyscy podejrzewają że zwariowałem (ja też odrobinę się tego boje, moje generacja jest chyba tym naznaczona - generacja nie w sensie socjologicznym, rodzinna generacja. siostry i kuzynowie. tak dzieciaki z którymi w czasie wakacji ganiałem kury, zbiegły z górki mentalnego zdrowie proste w gesty las* choroby) *las lasowi nie równy i mój jest jesienny i piękny, jeszcze nie straszny i czarny. *** wiele dni później wracam do tej notki. nie umiem napisać jej dalej. Paryż, Paryż Paryżew. wszystko jeden chuj. czy w Polsce jest hip hop? i wszyscy twierdzą że w Polsce musi być bardzo zimno. trawy jest jak na lekarstwo, ale za to w chuj haszisz. haszisz, haszisz gdzieś na przedmieściu, w domku szeregowym, niskim z ogrodem. z ogródkiem, a właściwie takim czymś dwa na dwa i trochę trawy. wszyscy się bawią a ja po francusku Déjà vu - jak w kalamburze. kurwa. jak w kalamburze, wszyscy niespełnieni, poeci, artyści, muzycy. ja jestem niespełnionym fotografem. wszędzie gdzie mnie przedstawiano musiałem być photographer, aż do wkurwienia. bo jak bym czegoś nie robił to byłbym z pizdy. no kurwa z ... polski. wiec ja też się witam z bardzo utalentowanymi muzykami, tancerkami i wszystkimi innymi. bardzo. ale jest chmura, biała i jasna i ona we mnie wchodzi jak w masło. i się rozpuszczam, i nawet tańczę. *** o paris/photo innym razem. Komentuj (1) 21.09.2009 :: 13:14 | Link ostatnio zastanawiam się co takiego spierdoliłem w poprzednim wcieleniu że dziś mieszkam w Polsce. paragraf 22, wydaje się być, na stałe wbudowanym mechanizm naszej duszy. dwa tygodnie pierdolenia się z fedexem, jedna rozmowa z infolinią ikea - i mam ochotę wyemigrować bardzo, bardzo daleko. *** jakby na potwierdzenie: słyszę trąbienie pod oknem, potem krzyk spierdalaj, znow trąbienie. ide zobaczyć co sie dzieje. pan z poczty polskiej wyzywa innemu kierowcy od pedałów i każe mu spierdalać. przybyli ułani po okienko. Komentuj (8) |
RSS |