01.07.2009 :: 22:05 | Link
wszyscy zadają mi pytanie - kiedy wracasz - a ja nie wiem. zniknęłaś, jak ta laska co schodzi do hadesu i zapada zima. tym razem zapadły tropiki i monsunowe deszcze. ja standardowo - na anginę. poszedłem dziś na ultimate test - i pan powiedział że to na pewno nie HIV, że to inaczej działa i żebym wyciął migdałki. przecież taki jest plan. pani wbiła mi igłę w łokciu i poleciała krew, stróżka. jak zwykle w tej poradni, było bardzo miło. teraz płuczę gardło wodą z solą, tej soli jest w chuj wiec i ten smak dość do dupy. ale jestem twardy, zrobiłem sobie tylko przerwę na napisanie tego zdania.
***
pisze do ciebie maile, pewnie je czytasz bo czasem odpisujesz. długie maile piszesz a ja odpowiadam jednym zdanie. że np lampa się przyda. dziś wpadłem na pomysł jak połączyć śmierć i ten portret. opowiem jak wrócisz, ale to wszystko staje się bardzo estetyczne. nie wiem czy będzie narracja. może będzie. ale ja chyba chce opowiedzieć to samo, w kółko i w kółko to samo. i chce żeby było ładnie. być może nic więcej nie ma znaczenia i w tym sensie faktycznie test na FB działa. jebany Oscar Wilde.
burze przychodzą znienacka, tylko kot ucieka pod łózko i wiem że będzie chujowo, że trzeba się bać. zamykam balkon. wiatr rozwala doniczki, łamie kwiatki. po burzy wszystko ładnie pachnie, przestraszone kwiaty chcą przekonać same siebie że już wszystko dobrze. już noc.
***
dziś będę czytał książkę.
już noc.

Komentuj (2)

26.06.2009 :: 07:25 | Link

Komentuj (4)

23.06.2009 :: 09:52 | Link
kilkakrotnie w swoim życiu słyszałem ten tekst.
ty? nie wyglądasz jak pedał! a potem patrzą na mnie w oczekiwaniu że powiem - naprawdę? dziękuję! tak bardzo się staram i naprawdę ciesze się że tak myślisz.
a ja mówię. (spokojnie i bez agresora) wyglądam, tak właśnie wygląda pedał.
kurwa mać.
natomiast po ostatnich wydarzeniach mam ochotę mówić.
spierdalaj.
zawsze wydawało mi się że tego typu tekst pierdolnąć mogą tylko ludzie którzy pedała widzieli w zoo albo w jakieś migawce z Teleexpressu. piórka w dupie, cekiny i generalnie trochę nie za bardzo kumający jaka jest właściwie różnica miedzy homo a she-male'm.
jakiś czas temu rozmawiałem z bardzo sympatyczną dziewczyną. graficzką. kumatą laską która powiedzmy "z niejednego pieca chleb jadła" - rozmawiamy sobie spokojnie, coś o korelacji miedzy pedalskością a sztuką itd, ja że robienie laski to właściwie na robienie czegoś innego (niż laska właśnie) się nie przekłada, gaworzymy sobie zanurzeni u sympatycznej atmosferze galerii i nagle srrru, biblijne pytanie o orientacje + niedowierzanie. że w warszawie pedały wyglądają inaczej. trochę mnie to zgięło, ale pomyślałem że może "nie ładnie się ubrałem" stąd ta zmyłka.
kilka dni później w tej samej galerii spotykam tłum pedałów, kurwa całe jebane stado, świadomych, wyemancypowanych lachociągów, dumnych jak aryjska rasa. gdy szliśmy rynkiem, niebo otwierało się nad nami a aniołowie zamiast trąb, machali tęczowymi flagami. gejowska falanga.
w knajpie przy stoliku coś tam sobie pierdolimy, jest sympatycznie, lecą piwka.
i chuj, znowu. i wtedy już coś we mnie pękło, do kurwy nędzy obciągał mi żołnierz, policjant, kierowca ciężarówki, maszynista i hydraulik. pewnie każdy z nich "nie wygląda jak pedał" - ale dlaczego? bo nie ma irokeza? bo nie ma rurek, bo nie chodzi do galerii? bo kurwa co?
czytam wywiad Janion vs Szczuka, laski spuszczają się na Colette, jak to u Janion, dziewczyna młoda klęczy i rozmawia z bóstwem. nagle coś o homoseksualistach, że tacy weseli i kolorowi, zabawni (clony Wilde'a) sru tu tu tu. [pauza] jeb.
że są tacy campowi, "przegięci" - "widać w nich protoplastów dzisiejszych gejów."
i chuj, zero reakcji ze strony Janion. tak geje to takie śmieszne zabawne istotki, takie pieski czy kotki dla dziewczyny - coś jak najlepsza przyjaciółka tylko że jak by chłopak.
ja pierdole takiego praszczura, chyba jestem bękartem.
nagle się okazuje że spora część ludzi to nie pedały, ni chuja nie wiadomo co to, ale nie pedały. bo nie wyglądają, bo nie campowi bo kurwa wolą Burroughs'a nie Wilde (i nie chodzi li tylko o literaturę)i generalnie nie pasują do tego jebanego obrazka który sobie ktoś w głowie wyświetlił.
jaki cudem oni loda robią, sam nie wiem.
Komentuj (6)

21.06.2009 :: 20:09 | Link
nowe
***
wstałem koło 10. niespiesznie umyłem się i pobawiłem z kotem. nie jadłem śniadania. dzień wcześniej, wieczorem, umówiłem się z kolegą że w niedziele rano pojedziemy do miasta na wspólne śniadanie. zadzwonił telefon - zaraz będę na dole, szykuj się.
ja już przyszykowany. założyłem niebieską bluzę (mam dużo niebieskich ubrań) i wyszedłem z domu.
kot został sam.
na śniadanie zjedliśmy jajecznicę na szynce, z bagietką i pomidorami. Karlovitz wypił dwie late, ja herbatę - jedną. musieliśmy prosić o cukier, co trochę skonfundowało kelnerkę. mnie zadziwiło jej zdziwienie, że niby na miły bóg, dlaczego mam słodzić tylko jedną łyżeczkę? tajemnica nie została rozwiązane, jakoś to przeżyliśmy.
potem była renoma, taki moll ale posch.
muszę kupić garnitur. bo nie mam. czarny i klasyczny, choć jak się później okazało, klasyczny być nie może. dziwić zatem nie może że zaszliśmy do adidasa. a tam, o dziwo, miła obsługa. w całej renomie miła i my w tym zdziwieniu od sklepu do sklepu chodziliśmy. w adidasie szukaliśmy spodni i spodenek. poprosiłem o coś naprawdę wulgarnego i żeby koniecznie były paski z boku (trzy) dostałem trzy rożne pary i jedna, niebieska, okazała się tą jedyną.
w vistuli szukamy mojego rozmiaru (żartuje że może łatwiej na dziecięcym, coś jeszcze o pierwszej komunii itd, pan się podśmichuje, pani po czasie)
pada pytanie co ma być, no to ja że czarne i klasyczne. klasyczne?, pyta pan (łysy, młody, pewnie pedał) - absolutnie klasyczne, nie chce garnitury jak rybaczki. (rybaczki to takie ubranie co je wszystkie laski miały, do kurwa wyrzygania i żyło to to tylko jeden sezon.) pan umywa ręce, jak Piłat lub czyścioch po prostu. pani szaleje w magazynie szukając mojego rozmiaru. i jest. przymierzam, w barkach i klacie ok, ale wisi jak worek. fuj. Karlovitz patrzy i marszczy nosek. musi być dopasowany, mówi pan, nie może być klasyczny, to tak jak ja, mam taką sylwetkę że też dopasowany (czy wcięty, nie pamiętam teraz słowa) być musi bo jestem szczupły.
insynuuje pan że jestem szczupły, pytam podchwytliwie, hi hi hi hi, szczebioczemy we czwórkę. okazuje się że jest taki model jak ten, tylko dopasowany, tylko jeden w Polsce i tylko w złotych tarasach. to ja poproszę.
jak jeden w Polsce!
jeszcze tylko odbieramy 8 koszul z pralni (i resztki krochmalu) i do domu. a tam kolega przychodzi zrobić mi loda. przystojny taki, niebieskie oczy, zdecydowanie typ oralny. dlatego chwile rozmawiamy.
Komentuj (9)

19.06.2009 :: 14:00 | Link
zdjęcia z saturatora. byłem bardzo pijany i zestresowany, bo byłem w nielicznej grupie która przyszłą przebrana na imprezę... przebierańców.











Komentuj (2)

13.06.2009 :: 22:10 | Link
zadzwoniłem do mojego faceta, że za niem tęsknię. powiedział.
- myhym.
śmieje się, zawsze tak reaguję na chujnie.
Komentuj (0)

09.06.2009 :: 10:02 | Link
wstałem o 5:12. sam nie wiem po chuj. wstałem i już nie zasnąłem. dreptałem po mieszkaniu, bawiłem się z kotem. oglądałem pornole. tak , to wszytko przed 7 rano.
śniadania tylko nie zjadłem bo w lodówce pusto, a mój mis mówił - wszytko jest, byłem na zakupach. i faktycznie składniki na zupę są. nie gotowałem zupy.
wiec nie dość ze od rana to jeszcze na wkurwie. głodowym takim. napisałem nawet hejciarskiego majla do mojej miłości:

wstałem rano, jest 5:30 i chyba skocze do sklepu bo nie ma żadnej bułki w domu, ani kawałka chleba. może kupiłeś wczoraj, może nie. ale nie mam nic na śniadanie. jasne, może ugotować sobie zupę carry bo jest por i kurczak, mogę zjeść owoce! hurra, ale ze śniadaniem będzie ciężko. sera żółtego też jest jak na lekarstwo, zostawię Ci na Twoje śniadanie.
miłego poranka, ja mam bardzo miły.
Ł
p.s najważniejsze że się goście najedli.

czytam te wersy przepełnione miłością i się wzruszam. wyszedłem z domu tuż przed 7, a pod klatką stoi radiowóz i policjanci patrzą na mnie zza szyby. mówią coś przez radio. kurwa, myślę sobie, spełni się mój sen o porannym aresztowaniu, może w pierdlu dostane kanapkę? wychodzimy razem, ja z bloku, oni z radiowozu - i jak te elektrony o tym samym kierunku, lecz przeciwnym zwrocie - pędzimy prosto na siebie.
przepraszam mieszkanie 61 to tu jest, bo na domofonie nie ma.
jestem jeszcze bardzo zaspany, wiec jestem spokojny. podchodzę z panem policjantem do domofonu i razem się nań patrzymy. faktycznie nie ma 61 jest tylko klawiatura od 0 do 9. wciskam 6 potem 1 "w telewizorku" mruga numer mieszkania. i jest - mówię. a on patrzy na mnie jak by obrażony, że w sumie to by sam na to wpadł a ja mu tu kurwa łachę robię.
a domofon dzwoni.
kilka metrów dalej zaczynam się śmiać. bardzo to sympatyczne było.
a autobusie czytam tekst Mazura o fotografiach Komara.
ja pierdole, kurwa, ja pierdole, kurwa - powtarzam sobie jak mantrę, co nerwy mi ma ukoić. nie chce czytać, nie czytam. niby "kocham fotografie" a takie pierdolenie.
ale co ja tam wiem. ja zdjęcia sweterków napierdalam, a nie celebrytów.
napierdalam i jeszcze spierdolić potrafię!
koleżanka znajomej wpadła na pomysł ze zrobi katalog i taki plakat ze sweterkami które produkuje. zgodziłem się im to zrobić bo to zawsze jakąś kasa (na album jacobsa/tellera jak znalazł) a i w niedziele musiałem być w pracy wiec upiekłem dwie pieczenia na jednym ogniu. Pani co zlecenie dawała za dużo nam nie powiedziała, tylko ze sweterki ma być widać i już. przyszły dwie znajome znajomej Pani co dawała zlecenie i robimy zdjęcia. laski bardzo i fajne. no, ale nie modelki. pomalować tez się pomalowały i uczesały. na ale one nie fryzjerki i nie makijażystki. wszytko jest, ale tak troche nie ma.
nauczyłem się sporo Photoshopa na tych fotach. namęczyłem się troszku - ale efekt bardzo ok. taki glamour, ale na ryneczek. w sam raz na sweterki.
tydzień później dzwonie do tej dziewczyny bo nie wiem czy ok, czy nie. on troche markotna i mówi mi wreszcie ze na jednym zdjęciu nie widać warkocza (zgłupiałem bo nie zrozumiałem ze warkocza na sweterku) i ze on wie ze trudno to uchwycić bo nawet jak ona robiła to musiała wyłączyć lampę. ale ze generalnie ok, a ja czuję że generalnie to chyba mam wypierdalać.
fakturę zapłaciłam mówi wreszcie. chuj mi z faktura, myślę sobie, o co chodzi? napierdalam jej foty za śmieszna kasę, staram się, pracuje za kurwa dwóch, wszystko dopieszczam, syfy szpachluje, kontrast na swetrze podkręcam żeby fakturka kurwa jak złoto wyszła a tu foszek.
- spokojnie, proszę się nie pałować, niech Pani nie czuje się zobligowana dalej ze mną pracować :)
hi hi hi, naprawdę jestem zadowolona z tych zdjęć...
chwile sobie tak pierdolimy.
pytam jeszcze o płaszczyki, czy ktoś je zabierze bo ja ich nie zrobię. (głownie dlatego że na sesje dostałem płaszczyki w rozmiarze XXL i pomysłem ze jak będą za duże to można szczepić z tyłu. fakt ze jebane sweterki są w rozmiarze M i takie tez są modelki to dla Pani co dała zlecenie - pikuś i żaden problem)
będziemy w kontakcie. ta ta.
kilka minut później rozmawiam z moją znajomą a koleżanka Pani co daje zlecenie. zagaduje mnie o sweterki (też była na tej sesji) i wreszcie pokazuje zdjęcia z komórki które wysłała jej Pani. na zdjęciu sweterek rozłożony na krześle, światło z okna oświetla tylko jedna stronę foty, sweterek jest nijakiego koloru, rozmazany ale widać warkocz (bo światło z jednej strony) - to tak powinny wyglądać te zdjęcia co robiliśmy, naprawdę, tak powiedziała! - śmieje się znajoma.
dziękuję za prace w usługach.
jest 10:00 nie śpię od 5:12
komar i sweterki pobudziły perystaltykę jelit.
po tylu godzinach czas na mnie/ nowy notes towarzysz tej chwili.

p.s zapomniałem błon światłoczułych i dziś nie wywołam smutaska z h2o.
Komentuj (1)

05.06.2009 :: 01:07 | Link
byliśmy w ha/dwa/o. sala była prawie pusta, gdzieś pod stołem przemykały się lesbijki w rogowych okularach. jak z osieckiej czy innego czarno/białego filmu. kanał.
muzyka napierdalała o sklepienie czaszki i otępiała. tylko jeden biały żagiel płynął tym jeziorem smutku, a właściwie wił się i podskakiwał.
włosy jak klasyczny Elvis tylko bardziej zadziornie i bardziej do góry (jeśli fryzura Elvisa była by facetem to ta fryzura, była by chudą smukłą ciotą) ubrany skąpie acz gustownie. krótkie spodenki, biała koszulka na naramkach (ach ten poznań) gruby łańcuch (kojarzył mi się trochę z koroną cierniową) i srebrny medalik D&G, właściwie było to coś pomiędzy .....* a fontową biżuterią z serii hip hop bling bling.
ja pierdole jak on skakał. i siadł jak nas zobaczył. siedział tak sobie pozawijany jak wąż boa. smutny.
zapytałem się go czy mogę mu zrobić zdjęcie, powiedział że tak ale bez oczu...
potem chwile rozmawiamy, daje mi swój telefon i maila. ja mu maila, chce numer.
nie daje.
pyta się o zdjęcia, czy robię amatorska czy tak tak. czasem tak tak. odpowiadam. on tez kiedyś brał udział w sesji, takiej prawdziwej w warszawie, dostał 2000, trzy lata temu!!! jest fryzjerem, prowadzi swój salon. kolega chce zrobić sesje, to może ja zrobię. a jakie zdjęcia pytam. chwile się zastanawia - czarno/białe.
to chyba taki skrót myślowy od - artystyczne, ale nie pytam.

* grube srebrne litery, grube srebrne wstrętne litery.
Komentuj (2)

01.06.2009 :: 11:55 | Link
dryfuje w płytkiej wodzie, jest ciepło i słonecznie. mrużę oczy i patrzę na szklany sufit, widzę bloki i refleksy światła na cichych/spokojnych falach basenu. wszystko się nakłada: jak w lomo, lub we śnie. woda jest niebieska, niebo jest niebieskie a ja w nich obu.
poznań jest dziwny. dużo kasy, dużo agresji a jednak za każdym rogiem czai się prowincjonalne małe miasteczko gdzieś pod warszawą, Pułtusk czy coś. może to tylko slońce które wypala wszystkie obrazy i wrzuca mnie w dzieciństwo i jedzenie lodów gdzieś na skwerku. może niska zabudowa i jednokierunkowe ulice.
a może chujowo zorganizowane biennale fotograficzne. nie mnie osądzać.
***
galeria na starym rynku przywiała nas totalnym brakiem obsługi. nie żebym potrzebował asystenta, ale kurwa czułem się jak złodziej który kreci się po zamkniętych pomieszczeniach, włamuje do muzeum aby zjumać Zofię Kulik (pewnie warto, na ostatnich targach sztuki w berlinie była w każdej polskiej galerii, od warszawy po kraków, taki z niej polski... Małysz.) szwendamy się po urokach władzy, pokazuje palcem na zdjęcia Libery, a Radziszewski patrzy na nas, na ten gest wskazania. Radziszewski na focie, nie ten z krwi i kości. (to dziwne bo dziś idę do BWA posłuchać jak on coś tam mówi i obraz ciałem się stanie.) Oglądamy albumik Libery (taki malutki, poszarpany i wytłuszczony, aż mam ochotę go zabrać, przygarnąć) i Kulik właśnie i nawet cipy Gomulickiego. tylko filmów nie oglądamy bo dvd na noc schowane jeszcze nie wróciło do sali.
w ciemnym pomieszczeniu jest jak w darkroomie, zaczynamy się... stop, tu puszczają SHE, nie wypada.
na "dolnej" sali foty w lightboxsach, coś o wojnie itd. montaże takie. chuj mi leża, ale koniecznie chcę zobaczyć podświetlane foty, muszę coś sprawdzić. oczywiście wszystko powyłączane, tylko smutne wtyczki zwisaj ku kontaktom. ja zawsze lubię w pary łączyć, to łącze. całe trzy sztuki. sala z czarnej zamienia się w czerwoną i to czerwone światło ze zdjęć podoba mi się bardziej niż same foty. czyli jednak można.
szukamy dalszej części wystawy (aha, slideshow wyłączony, dvd brak) wchodzimy do pomieszczeń administracyjnych. czas na nas.
galeria ego. czy mogę zrobić panu zdjęcie - jedyna wystawa na która naprawdę miałem ochotę. i chuj 11:05 zamknięte, 11:50 zamknięte. 14:zminutami otwarte i pan wpierdala truskawki. po chuj puszczać info że otwieramy o 11:00 skoro nie otwieramy? a potem narzekanko, ze ludzie nie przychodzą i jest chujowo.
i tu pojawia się pewna anegdota, ale nie mogę o tym pisać.
w takzwanym międzyczasie (11:50 - 14:zminutami) jedziemy na dąbrowskiego 33 zobaczyć zdjęcia z serii DECH. suprise pod tym adresem jest sex kino i strptise...
odnajdujemy galerie, drzwi zamknięte jak lampa Aladyna. ni chuja. pukam, nie pocieram ale efekt podobny, wychodzi mały dżin. zaspany taki, zmęczony.
że jest zamknięte - mówi- że on sprząta i trzeba się umawiać telefonicznie - tak jest na plakacie i pokazuje plakat.
no i chuj z tym że we wro tych plakatów nie ma, bo pewnie wszystkie są w galerii i chuj że w notesie na 6 infa o umawianiu się nie ma, jest tylko info o wystawie.
chuj chuj chuj z tym wszystkim.
jednak nas wpuszcza bo mój kolega wygląda no... poważnie. nie poważnie jak bandzior, poważnie jak collector.
***
nie mam siły idę do pracy obrabiać sweterki.
***
Dech jest ok, niektóre foty nawet bardzo. trochę smutne trochę medytacyjne. staram się nie czytać tekstów do wystawy, po Poznaniu właśnie. zawsze pierdolą tak bardzo że same prace przestają mnie cieszyć. i przy Dechu tego pierdolenie było najwięcej.
***
a teraz o pedałach i intelektualistach.
o ile bycie pedałem specjalnie mnie nie mrozi, a czasem nawet bardzo ekscytuje to bycie intelektualistą jest w pewnym sensie przerażające.
po pierwsze dość łatwo intelektualiście zaimponować, wystarczy być odrobinę wyszczekanym i mieć własne zdanie, ale sensowne i wewnętrznie logiczne, po drugie trzeba być przypakowanym. nie specjalnie mocno, tak trochę już styka. połączenie ciała i umysłu totalnie rozpierdala intelektualistę. nie wiem dlaczego.
oczywiście jeśli czytasz poststrukturalistów (co chyba już jest fuj fuj, nie wiem jaki jest nowy fajny trop, queer theory też już chyba nie, uniwerek szybko się zmienia) ale nie masz odczytów i nie prowadzisz rozmów o wiedzo/władzy przy stoliku w knajpie to intelektualistą nie jesteś! tak jak nie jesteś artystą bez wystawy!
ni chu ja.
trochę taka nowa Grecja nam się zrobiła (nowa antyczna Grecja), istnieje tylko to co publiczne.
i czy to źle?
ja mam problem z językiem i słowami. na poziomie teorii i pewnej wiedzy która niby ma mi w czymś pomoc, czuję że język jest odklejony od doświadczenia, że jest taką masturbacją co ulgi nie niesie. i nie chodzi mi tu o "Lacana" - bo akurat tam wszytko było sympatyczne i towarzysko fajowe, ale właśnie o teksty kuratorskie i sztuce poświęcone.

kuratorzy na siłownię!
Komentuj (4)

01.06.2009 :: 07:40 | Link

Komentuj (0)


RSS

batman
point88
senshu
mediumblog


2009
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień