| 27.01.2010 :: 21:21 | Link MaleMan to pismo dla zjebów. tak, przykro mi bardzo ale niestety takie są fakty. dla zjebów i w dodatku nieuków, bo jak by się uczyli i zjebami nie byli to czytali by coś innego (po angielsku na ten przykład) prasa dla facetów to nowa czerń. wiem bo powiedział mi Michał, a on czyta posumowania lifestylowe na blogach; wiec jest wręcz wyrocznią w kwestii nowych czerni. mój jedyny przeczytany egzemplarz MM dostałem od Kamila. ukradł go dla mnie z pijalni kawy, nazywanej też czasem heven. - bardzo to genetowskie i aż żałuję że tak przyjemna narracja zmarnowała została. nr7. okładka wypieszczona fotoszopem, chłopcy jak malowani, kurwa bez krwi/ bez ducha skorupy jakieś poprzebierane, udające człowieka. jak to ma być ten wzór, ten samiec alfa to kurwa już nie chce. lecz idę w tą ciemność pod schodami jak bohater z horroru co to któremu cała sala krzyczy nie idź!!! tam bo pod schodami jest ciemno to i pewnie potwor. ja też nie słyszę ostrzeżeń i krzyków, okładka boleśnie ciekawi. czytam. nie. po pierwsze przeglądam, głownie tytuły i zdjęcia. uderza zastosowanie pewnego stylu foto, nie wiem jak to się po profie nazywa hi/res czy coś takiego. że wszystko takie wyostrzone ale jednocześnie gładkie w kolorze, czyste. taki glamour tylko szorstki. ale szorstki na niby, kaszmirowy golf w kolorze khaki - że niby nie golf i nie kaszmir tylko wojsko. bo khaki, ale jednak mięciuchny i mamie się spodoba. wiec i to taka szorstkość na pół gwizdka. chujowsza jeszcze bo widowiskowa, nie z foty a z założenia. tylko kolory u Peszke fajowe, takie orwo, czerwono zielone. dobre. skaczę na głęboką wodę - czytam o modzie. o rage age - i tu krew zalewa, słodkimi czerwonymi falami. bardziej frenzy niż rage. że on ten projektant to pedałem nie jest, on nie, cała reszta jest, reszta co ma wszystko w garści/ modę całą polską w swej pedalskiej lepiej garści. on nie, on jest inny. kurwa, odwrotni - oni to inni a on swój. ma dziecko i żonę. swój chłop. prawdziwy męski polak co na modzie się zna i nas, innych prawdziwych męskich, bez KOMPLEKSÓW w tą modę ubierze. kurwa jak się ciesze. pomaga mu jego heterycki kumpel (właściwie to nawet nie powinienem pisać bo to jasne samo jest przez się) taki z brodą, no z zarostem. ale kurwa jakim. twardym zarostem, bo to twardy pacjent jest. biznesmen jak z wallstreet (serialu) albo jak zły bandzior, wróg Carrintonów - pukający Aleksis. i też chłopaki w hi/resach skąpani niby w słońcu. ja to śmiać się nie powinienem, mi śmiech w gardle staje bo ja w dresy się ubieram i to co że paski złote, jak to dresy. i on nawet - ten wrogi biznesmen, to taczką jeździł. niczym dwaj ostatni sprawiedliwi oni modę robią i polaka będą ubierać w luksus. potem tekst o Pani Maciąg co też zdradziła kiedyś w wywiadzie że te pedały to ubierają dziewczyny dlatego one nie mają piersi i wyglądają jak chłopaki. tu o tym nie mówiła, tu bardziej o duszy. i sympatyczna taka laska z niej, choć to z motorem i księżycem to straszne - ale ona sama git laska. natomiast autorce hagiografii tej wydrukowanej w MM to należy się laur grafomanki roku. wszystko w jednym zdaniu na dwie strony, stylem biblijnym. no kurwa. *** straszne to pismo, słowem podsumowania. i każdy facet to z daleka od tego. bo tylko lalunie z pindorkami, zakompleksione i zorientowane na tani luksus złotych tarasów - sięgać po to powinni. reszta ma Fantastic Mana, Butta (ja wiem że pedalskie ale hetero friendly i mocne w czytaniu) oraz ... Vogue International dla panów. dobre teksty, odważne pytania, a nie pierdolenie pitu pitu (choć są oczywiście poruszane kwestie tak ważkie jak - czy lawenda to zapach dla fiuta) *** drażnią mnie okrągłe zdania. zwłaszcza te które sam napisałem. zadzwonił telefon, wszystko musiało się ładnie zamknąć i okazało się że nic nie napisałem, nic istotnego. bo właśnie o vogue mi chodziło. moje małe zaskoczenie, przyjemne odkrycie w warsie. zimno wszędzie, żurek stygnie a magazyn się otwiera. ok, sesja w rzeźni to straszny syf, coś bardzo nie przyjemnego - tanie, wulgarne i gładkie a jednak zaskakująco spójne, bardzo dobre choć jednocześnie chujowe i odpychające. nie wiem czy przez mięso. w contributors znajoma krata. czapeczka i okulary, wąsy. kilka stron dalej biała ściana, długopis zamrożony błyskiem. cień wszystko podwaja i podkreśla. betonowa podłoga, mleko, trochę powrót do zdjęć z terryworld i chuj to nie terry. zaskoczenie ale takie rozczarowujące, dopiero teraz myślę sobie że to taka gra - mruganie. polskie nazwisko, nie znam. dziwne że po raz kolejny polak jest wersją kogoś innego. tym razem wyjątkowo. udaną. gdzieś pod koniec sesja z wielkoszczękim Dafoe. tu się kutas ukrył. wywiady. jedna strona tekstu, niby nic wielkiego a czytam z coraz większym zaskoczeniem, poziom bezpretensjonalności jest obezwładniający. tu faceci spokojnie mówią o tym że - nie nie ruchałem się z kolesiem, ale jak kiedyś poczuje ochotę to nie będę się specjalnie blokował. albo rozmowa o zmarłej matce neurotycznego grubasa, projektanta Lanvin. szczerze i pierdołowato. czyta się z przyjemnością. wiem że strasznie pierdole o Fantastic Man, ale dawno nie czytałem magazynu który miałby taką klasę w fotach i tekście. Vogue jest odrobinę lżejszą, błyszczącopapierową wersją FM. takim deserem. małym kalorycznym skurwysynem poprawiającym humor. może jestem śmierdzącym snobem ale coraz częściej zadaje sobie pytanie kto kupuje polskie magazyny... po chuj mi A4/KMAG/MaleMan/inne lifstylowe gówno skoro jest purple/butt/Fm/V/Smagazine/czy monocle. i nawet nie muszę jechać do 7L na specjalne zakupy. jest traffic. może teraz mokrym snem szanującej się pizdy z saskiej kępy jest pracować w redakcji, a właściwie wpadać do redakcji, pisać wstępniak, dyskutować o lejałcie i podglądać zagraniczne pisma. wszyscy mamy takich Janiaków* na jakich sobie zasłużyliśmy. *dziewczynę ma śliczną i słodko okrutną. Komentuj (4) 29.01.2010 :: 11:37 | Link w niedziele jadę do poznania, że moc w spokoju pojechać do warszawy. w poniedziałek. we wtorek będę już we Wrocławiu. do piątku bo wtedy znów przez poznań do warszawy. na pedały. w saturatorze QueerFestII - jadę robić zdjęcia. plam był prosty- T4 i sporo klisz z rossmana. kolory podopalane, ziarno, analogowy syf. i wtedy kupiłem aparat. czerwony, z czarnym płaskim obiektywem. śliczny i ! najtańszy z rodziny. mieszańce najgorzej się sprzedają. co dziwne, bo to najlepsze geny. i teraz jedziemy razem. ja i czerwony. .:nie ma chuja, nie przebieram się, nie upijam i narkotyków nie biorę, zanadto, robię zdjęcia i chuj:. Komentuj (0) 31.01.2010 :: 19:54 | Link stoję w ciemnej kuchni, okna zasłonięte metalowymi kurtynami. jest zimno. niedziele wydaje się być ponura i straszna. gdzieś przy drewnianym parapecie leniwie przeciska się promień słońca. jest zdziwiony. szum maszyny wbudowanej w ścianę stresuje kota. kurtyna powoli się podnosi, przez chwile jest napięta, wąskie prostokątne segmenty połączone są dwiema równoległymi linkami - jak ciasno upchane szczebli w drabince - czernieją gdy świeci zza nich słońce. *** siedzimy u Błażeja, pijemy wódkę. plan jest prosty, najebać się i iść do orthopedii. najebać się musimy bo na trzeźwo rady nie damy. pijemy, choć jest jakoś smutno. po drodze odpadają dwie osoby. bo my chcemy iść do Salvadora bo tam już ktoś czeka. marszczymy noski, ja i K. jestem pijany i czuły. nie, idziemy z wami - spotkanie jest najważniejsze, drugi człowiek. spędzimy noc razem. Błażej zostaje w domu, wychodzimy w zimny Wrocław. w Salvadorze dziwna najebka, dziwni ludzie i dobra muzyka. taneczna. studenci pierwszych lat odreagowują traumę rodzinnego domu, po chuj mi to pytam sam siebie. wychodzimy i znów w mrok i noc. i na rynek prosto do strefy smaku za 5,50. kolejny błąd wieczoru. gdzieś po drodze Ci którzy chcieli iść jednak nie idą, lub idą do domu. zostajemy my, dawaj, zdesperowani. po drodze, tuż przed knajpą spotykamy znajomego (nie mojego) ma ślinę na ustach, taką jak pajęcza nić. strasznie to podniecające, myślę o nim porno /graficznie. u celu. pod ortho kilka chudych ciot. takich... jak z daleka. stoją i marzną i rozmawiają o statystyce rzutów do kosza. to zły znak. tego pana nie wpuszczę - mówi na dzień dobry ochroniarz. tym razem to nie ja. to K. dobranoc - mówimy wychodząc. dobranoc. odpowiada ochroniarz. o drugiej w nocy jestem w domu. zmęczony jak bym tańczył do rana. a ja spacerowałem. spacer to zdrowie. Komentuj (0) |
RSS |