04.11.2008 :: 20:27 | Link![]() rainbow Komentuj (3) 06.11.2008 :: 13:38 | Link ![]() Siedzę w pracy i skanuje zdjęcia. patrze na Chrisa który ssie mi palec, na ciało w białej hotelowej pościeli. jestem skupiony i zapłakany. wszystko przez wyborcze reklamy 5 Friends. (akcja w klimacie vote or die) Jest w nich coś totalnie wzruszającego, jak filmy z serii okruchy życia czy inne sentymentalne gówno (jak ostatnie sceny w pay it forward) Piękne. wiec stoję w tym podłym rozkroku miedzy erekcja wspomnienia sobotniej berlińskiej nocy, a patriotycznym wzruszeniem narodu orla bielika. Z oczy kapią mi łzy, sperma kapie mi z chuja. Chyba nie ma różnicy. wszystko to przecież łzy erosa. *** white sensation. Mam zamknięte oczy, muzyka - jest. Nie oceniam, nie szukam uniesienia. Po prostu się ruszam. Kości, ścięgna - to wszystko jest bardzo przyjemne. Ruch jest przyjemny. Wszędzie ludzie ubrani na biało, ale jak zamknę oczy to ich nie czuje, nie ma tłumy, lasek w białych kozaczkach i karków. Jest tylko moje ciało. Potem się zgubiłem, a potrzebuję stada, potrzebuję punktów orientacyjnych. Jak daleko mogę pójść, oddalić się i wrócić. Mężczyźni są jak sprężyna... Zgubiony szukam znajomych, szukam twarzy która mnie rozpozna. Dziewczyny wyglądają jak gwiazdy porno... Shemale attack, tranny suprise ten klimat. Nie wiem dlaczego to robią, ale ich kobiecość jest tak sztuczna że niemożliwa. Spódniczki to pasek i dwie falbanki + majtki, opalone ciało, oczy obrysowane czarną kredką,twarz wygląda jak maska z dziurkami do patrzenia. Włosy i pazur, długie. Oczywiście wszystko na biało + cekiny, cyrkonie i róż. Generalnie wszystkie błyszczące sprawy są jak choroba, wirus...coś wenerycznego. Karki pozarażane. Każdy bydlak ma srebrny/cekinowy/błyszczykowy napis na koszulce, aplikacje z kryształków czy inny syf. Ahh i łańcuchy... chromo/homo. Przedziwne jest to że karki są super słodcy. Takie cukiereczki. Może to wpływ landrynkowych lasek, a może tęsknota za my liter pony. Nie wiem. Czuję się bezpiecznie, jak zanurzony w cukrowej wacie zesterydowanych mięśni. white sensation trwa. Pan z gdańska robi groźne miny, straszy młodzież, porywa butelki z wodą. Jest tak słodko agresywny. Jak już się ktoś wystraszy to on uśmiecha się jasno i głaszcze po główce. Ulga w oczach, nieśmiały uśmiech. Do mnie też stroi miny, ustawia się w bokserskiej pozycji, do walki. Jest ochroniarzem, albo ćwiczy przed lustrem. Jest naprawdę dobry. Wiec gdy on to miną do mnie, to ja do niego uśmiechem. Biedaczek nie wie że te gesty to ciche słowa zachęty, to obietnica. Podrywa mnie? Do dziś nie wiem. Patrzę na niego, tańczę i jest mi dobrze. Podchodzi i mnie przytula (te wszystkie słowa są i nie są prawdziwe. bo sam gest jest jednoznaczny ale czy mogę nazwać to przytuleniem?) potem jeszcze kilka razy mnie zaczepia, kreci się blisko. Spojrzenia uśmiechy. Jestem przekonany że jest z laską, wiec po prostu jestem i nic więcej. Żadnych akcji z mojej strony. Taki heterycki wygłup... dwa momenty wypalają się na czarnych grobowych płytach mojej pamięci. Podchodzi tanecznym krokiem i przyciska do swojej wielkiej włochatej klaty, czuje jego włosy na twarzy, jego pot. Bardzo to miłe. Dwa, wychodzimy z imprezy. Żegnamy się z przypadkowymi ludźmi. On macha do moich kumpli, a mi podaje rękę. Patrzymy sobie w oczy. Długo. Myśl, że może to był podryw przychodzi z dużym opóźnieniem. Jestem już w autobusie do domu. Rano, zimno a ja ubrany na biało. Jakaś dziewczyna patrzy na mnie z politowaniem. Mgła nad miastem. i ja w tej mgle. Rozpuszczony. *** Siedzę na kaloryferze w lab.oratory (wschodni berlin) rozglądam się leniwie jak kot. Jestem już trochę pijany (dwa piwa w cenie jednego, wszyscy znajomi oddają mi to drugie) słucham muzyki. wszędzie ciała, pierdolące się, obciągające, spocone, odsłonięte, chore, gładkie, barczyste Ciała. dziś mnie one nie obchodzą, dziś kiwam się na boki, tupie i głupawo się uśmiecham. friday fuck party. A mi w głowie żaden fuck. Nie mam ochoty. Chodzę po klubie i zbieram widoki. Kolesie na slingach, ręce w gumowych rękawiczkach. Przez dziurę w ceglanym murze wchodzę do małego pomieszczenia, mnisiej celi oświetlonej punktowym czerwonym światłem. Widzę głowę i plecy ... kogoś. Rusza się rytmicznie, potem dostrzegam sling. Do okoła stoją nadzy faceci, walą konia, patrzą, jak ja. Są bladzi jak zjawy, rozmyci. Resztka czerwonego światła powoduje że wyglądają jak namalowani przez Lucian Freuda. Patrze urzeczony. Potem wychodzę. Powoli tracę zainteresowanie, powoli chce uciec. Jeszcze krótka, acz miła rozmowa z francuzem z Dijon (obaj z kolegą krzyczymy Musztarda!!!) i jadę do hotelu. Jestem niezaspokojony. Szwendam się po knajpach. Muchmann, woof, szojne... dopada mnie coraz większa nuda. W muchmannie widzę Terminatora okutego w skore, taki mix Nazi vs Tom of Finland. Twarz mordercy, skórzana zbroja i dość długi kawałek papieru toaletowego przyczepiony do buta. To straszne ale przypominam sobie elektryczne gitary i człowieka z liściem na głowie. Jestem dobrym chłopcem. Podchodzę i mowię że ma coś u nogi. Nie rozumie, świergocze coś po niemiecku. Odpycham go żeby zrobić miejsce i klękam. Odrywam papier i wyrzucam do kosza. Jestem jego rycerzem. Przez chwilę nic nie mówi, potem się całujemy. Słabo. Wykręca mi uszy! chce żebym poczuł ból, podporządkował się. Ma przecież skóry itd. Próbuje powstrzymać śmiech, co jest trudne. SM przypomina opere, operetkę nawet. Przerysowane kostiumy i ta naiwna wiara że to wszystko załatwi, wystarczy uwierzyć. Tylko ja jestem widzem z pierwszego rzędu, wybrednym takim, niewiernym jak Tomasz. Terminator znów coś mówi. Sorry boy. no problem - odpowiadam klepiąc go po barku. Odwracam się do baru. Wciąż czeka na mnie piwo. Tylko w bearcave coś iskrzy. Z kolesiem zza baru. Wtedy jeszcze nie wiem, że jutro się z nim spotkam. Że z soboty na niedzielę uśniemy wciśnięci w siebie jak małe pieski, mokrzy od spermy i potu, zadowoleni i zmęczeni. Komentuj (3) 16.11.2008 :: 12:17 | Link ![]() Komentuj (0) 25.11.2008 :: 18:58 | Link a few sec. ago i piss in restroom and just think about you. and now, i have hard on, and write this suff to you, just to tame my urge. - kaleczę angielski, kaleczę polski. nie mogę się powstrzymać Komentuj (1) |
RSS |