01.06.2009 :: 11:55 | Link
dryfuje w płytkiej wodzie, jest ciepło i słonecznie. mrużę oczy i patrzę na szklany sufit, widzę bloki i refleksy światła na cichych/spokojnych falach basenu. wszystko się nakłada: jak w lomo, lub we śnie. woda jest niebieska, niebo jest niebieskie a ja w nich obu.
poznań jest dziwny. dużo kasy, dużo agresji a jednak za każdym rogiem czai się prowincjonalne małe miasteczko gdzieś pod warszawą, Pułtusk czy coś. może to tylko slońce które wypala wszystkie obrazy i wrzuca mnie w dzieciństwo i jedzenie lodów gdzieś na skwerku. może niska zabudowa i jednokierunkowe ulice.
a może chujowo zorganizowane biennale fotograficzne. nie mnie osądzać.
***
galeria na starym rynku przywiała nas totalnym brakiem obsługi. nie żebym potrzebował asystenta, ale kurwa czułem się jak złodziej który kreci się po zamkniętych pomieszczeniach, włamuje do muzeum aby zjumać Zofię Kulik (pewnie warto, na ostatnich targach sztuki w berlinie była w każdej polskiej galerii, od warszawy po kraków, taki z niej polski... Małysz.) szwendamy się po urokach władzy, pokazuje palcem na zdjęcia Libery, a Radziszewski patrzy na nas, na ten gest wskazania. Radziszewski na focie, nie ten z krwi i kości. (to dziwne bo dziś idę do BWA posłuchać jak on coś tam mówi i obraz ciałem się stanie.) Oglądamy albumik Libery (taki malutki, poszarpany i wytłuszczony, aż mam ochotę go zabrać, przygarnąć) i Kulik właśnie i nawet cipy Gomulickiego. tylko filmów nie oglądamy bo dvd na noc schowane jeszcze nie wróciło do sali.
w ciemnym pomieszczeniu jest jak w darkroomie, zaczynamy się... stop, tu puszczają SHE, nie wypada.
na "dolnej" sali foty w lightboxsach, coś o wojnie itd. montaże takie. chuj mi leża, ale koniecznie chcę zobaczyć podświetlane foty, muszę coś sprawdzić. oczywiście wszystko powyłączane, tylko smutne wtyczki zwisaj ku kontaktom. ja zawsze lubię w pary łączyć, to łącze. całe trzy sztuki. sala z czarnej zamienia się w czerwoną i to czerwone światło ze zdjęć podoba mi się bardziej niż same foty. czyli jednak można.
szukamy dalszej części wystawy (aha, slideshow wyłączony, dvd brak) wchodzimy do pomieszczeń administracyjnych. czas na nas.
galeria ego. czy mogę zrobić panu zdjęcie - jedyna wystawa na która naprawdę miałem ochotę. i chuj 11:05 zamknięte, 11:50 zamknięte. 14:zminutami otwarte i pan wpierdala truskawki. po chuj puszczać info że otwieramy o 11:00 skoro nie otwieramy? a potem narzekanko, ze ludzie nie przychodzą i jest chujowo.
i tu pojawia się pewna anegdota, ale nie mogę o tym pisać.
w takzwanym międzyczasie (11:50 - 14:zminutami) jedziemy na dąbrowskiego 33 zobaczyć zdjęcia z serii DECH. suprise pod tym adresem jest sex kino i strptise...
odnajdujemy galerie, drzwi zamknięte jak lampa Aladyna. ni chuja. pukam, nie pocieram ale efekt podobny, wychodzi mały dżin. zaspany taki, zmęczony.
że jest zamknięte - mówi- że on sprząta i trzeba się umawiać telefonicznie - tak jest na plakacie i pokazuje plakat.
no i chuj z tym że we wro tych plakatów nie ma, bo pewnie wszystkie są w galerii i chuj że w notesie na 6 infa o umawianiu się nie ma, jest tylko info o wystawie.
chuj chuj chuj z tym wszystkim.
jednak nas wpuszcza bo mój kolega wygląda no... poważnie. nie poważnie jak bandzior, poważnie jak collector.
***
nie mam siły idę do pracy obrabiać sweterki.
***
Dech jest ok, niektóre foty nawet bardzo. trochę smutne trochę medytacyjne. staram się nie czytać tekstów do wystawy, po Poznaniu właśnie. zawsze pierdolą tak bardzo że same prace przestają mnie cieszyć. i przy Dechu tego pierdolenie było najwięcej.
***
a teraz o pedałach i intelektualistach.
o ile bycie pedałem specjalnie mnie nie mrozi, a czasem nawet bardzo ekscytuje to bycie intelektualistą jest w pewnym sensie przerażające.
po pierwsze dość łatwo intelektualiście zaimponować, wystarczy być odrobinę wyszczekanym i mieć własne zdanie, ale sensowne i wewnętrznie logiczne, po drugie trzeba być przypakowanym. nie specjalnie mocno, tak trochę już styka. połączenie ciała i umysłu totalnie rozpierdala intelektualistę. nie wiem dlaczego.
oczywiście jeśli czytasz poststrukturalistów (co chyba już jest fuj fuj, nie wiem jaki jest nowy fajny trop, queer theory też już chyba nie, uniwerek szybko się zmienia) ale nie masz odczytów i nie prowadzisz rozmów o wiedzo/władzy przy stoliku w knajpie to intelektualistą nie jesteś! tak jak nie jesteś artystą bez wystawy!
ni chu ja.
trochę taka nowa Grecja nam się zrobiła (nowa antyczna Grecja), istnieje tylko to co publiczne.
i czy to źle?
ja mam problem z językiem i słowami. na poziomie teorii i pewnej wiedzy która niby ma mi w czymś pomoc, czuję że język jest odklejony od doświadczenia, że jest taką masturbacją co ulgi nie niesie. i nie chodzi mi tu o "Lacana" - bo akurat tam wszytko było sympatyczne i towarzysko fajowe, ale właśnie o teksty kuratorskie i sztuce poświęcone.

kuratorzy na siłownię!
Komentuj (4)


RSS

batman
point88
senshu
mediumblog


2010
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień