| 21.06.2009 :: 20:09 | Link nowe *** wstałem koło 10. niespiesznie umyłem się i pobawiłem z kotem. nie jadłem śniadania. dzień wcześniej, wieczorem, umówiłem się z kolegą że w niedziele rano pojedziemy do miasta na wspólne śniadanie. zadzwonił telefon - zaraz będę na dole, szykuj się. ja już przyszykowany. założyłem niebieską bluzę (mam dużo niebieskich ubrań) i wyszedłem z domu. kot został sam. na śniadanie zjedliśmy jajecznicę na szynce, z bagietką i pomidorami. Karlovitz wypił dwie late, ja herbatę - jedną. musieliśmy prosić o cukier, co trochę skonfundowało kelnerkę. mnie zadziwiło jej zdziwienie, że niby na miły bóg, dlaczego mam słodzić tylko jedną łyżeczkę? tajemnica nie została rozwiązane, jakoś to przeżyliśmy. potem była renoma, taki moll ale posch. muszę kupić garnitur. bo nie mam. czarny i klasyczny, choć jak się później okazało, klasyczny być nie może. dziwić zatem nie może że zaszliśmy do adidasa. a tam, o dziwo, miła obsługa. w całej renomie miła i my w tym zdziwieniu od sklepu do sklepu chodziliśmy. w adidasie szukaliśmy spodni i spodenek. poprosiłem o coś naprawdę wulgarnego i żeby koniecznie były paski z boku (trzy) dostałem trzy rożne pary i jedna, niebieska, okazała się tą jedyną. w vistuli szukamy mojego rozmiaru (żartuje że może łatwiej na dziecięcym, coś jeszcze o pierwszej komunii itd, pan się podśmichuje, pani po czasie) pada pytanie co ma być, no to ja że czarne i klasyczne. klasyczne?, pyta pan (łysy, młody, pewnie pedał) - absolutnie klasyczne, nie chce garnitury jak rybaczki. (rybaczki to takie ubranie co je wszystkie laski miały, do kurwa wyrzygania i żyło to to tylko jeden sezon.) pan umywa ręce, jak Piłat lub czyścioch po prostu. pani szaleje w magazynie szukając mojego rozmiaru. i jest. przymierzam, w barkach i klacie ok, ale wisi jak worek. fuj. Karlovitz patrzy i marszczy nosek. musi być dopasowany, mówi pan, nie może być klasyczny, to tak jak ja, mam taką sylwetkę że też dopasowany (czy wcięty, nie pamiętam teraz słowa) być musi bo jestem szczupły. insynuuje pan że jestem szczupły, pytam podchwytliwie, hi hi hi hi, szczebioczemy we czwórkę. okazuje się że jest taki model jak ten, tylko dopasowany, tylko jeden w Polsce i tylko w złotych tarasach. to ja poproszę. jak jeden w Polsce! jeszcze tylko odbieramy 8 koszul z pralni (i resztki krochmalu) i do domu. a tam kolega przychodzi zrobić mi loda. przystojny taki, niebieskie oczy, zdecydowanie typ oralny. dlatego chwile rozmawiamy. Komentuj (9) |
RSS |