sezon na psychoanalizę rozpoczęty. lisy, damy i kawalerowie na koniach, gnają przez jesienny las* w mojej głowie. wszyscy podejrzewają że zwariowałem (ja też odrobinę się tego boje, moje generacja jest chyba tym naznaczona - generacja nie w sensie socjologicznym, rodzinna generacja. siostry i kuzynowie. tak dzieciaki z którymi w czasie wakacji ganiałem kury, zbiegły z górki mentalnego zdrowie proste w gesty las* choroby)

*las lasowi nie równy i mój jest jesienny i piękny, jeszcze nie straszny i czarny.

***
wiele dni później wracam do tej notki. nie umiem napisać jej dalej.
Paryż, Paryż Paryżew. wszystko jeden chuj. czy w Polsce jest hip hop? i wszyscy twierdzą że w Polsce musi być bardzo zimno. trawy jest jak na lekarstwo, ale za to w chuj haszisz.
haszisz, haszisz gdzieś na przedmieściu, w domku szeregowym, niskim z ogrodem. z ogródkiem, a właściwie takim czymś dwa na dwa i trochę trawy. wszyscy się bawią a ja po francusku Déjà vu - jak w kalamburze. kurwa.
jak w kalamburze, wszyscy niespełnieni, poeci, artyści, muzycy.
ja jestem niespełnionym fotografem. wszędzie gdzie mnie przedstawiano musiałem być photographer, aż do wkurwienia. bo jak bym czegoś nie robił to byłbym z pizdy. no kurwa z ... polski. wiec ja też się witam z bardzo utalentowanymi muzykami, tancerkami i wszystkimi innymi. bardzo.
ale jest chmura, biała i jasna i ona we mnie wchodzi jak w masło. i się rozpuszczam, i nawet tańczę.
***
o paris/photo innym razem.






Komentarze:
27.11.2009 :: 10:35 :: 156.17.201.71

k

czyli są jednak pewne chwile, "białe chmury", kiedy nie zwariowałeś?

ownlog.com :: Wróć