| 29.10.2009 :: 14:16 | Link sezon na psychoanalizę rozpoczęty. lisy, damy i kawalerowie na koniach, gnają przez jesienny las* w mojej głowie. wszyscy podejrzewają że zwariowałem (ja też odrobinę się tego boje, moje generacja jest chyba tym naznaczona - generacja nie w sensie socjologicznym, rodzinna generacja. siostry i kuzynowie. tak dzieciaki z którymi w czasie wakacji ganiałem kury, zbiegły z górki mentalnego zdrowie proste w gesty las* choroby) *las lasowi nie równy i mój jest jesienny i piękny, jeszcze nie straszny i czarny. *** wiele dni później wracam do tej notki. nie umiem napisać jej dalej. Paryż, Paryż Paryżew. wszystko jeden chuj. czy w Polsce jest hip hop? i wszyscy twierdzą że w Polsce musi być bardzo zimno. trawy jest jak na lekarstwo, ale za to w chuj haszisz. haszisz, haszisz gdzieś na przedmieściu, w domku szeregowym, niskim z ogrodem. z ogródkiem, a właściwie takim czymś dwa na dwa i trochę trawy. wszyscy się bawią a ja po francusku Déjà vu - jak w kalamburze. kurwa. jak w kalamburze, wszyscy niespełnieni, poeci, artyści, muzycy. ja jestem niespełnionym fotografem. wszędzie gdzie mnie przedstawiano musiałem być photographer, aż do wkurwienia. bo jak bym czegoś nie robił to byłbym z pizdy. no kurwa z ... polski. wiec ja też się witam z bardzo utalentowanymi muzykami, tancerkami i wszystkimi innymi. bardzo. ale jest chmura, biała i jasna i ona we mnie wchodzi jak w masło. i się rozpuszczam, i nawet tańczę. *** o paris/photo innym razem. Komentuj (1) |
RSS |