11.03.2007 :: 22:23 | Link
*

Byłem na imprezie w klubie pełnym fanów madonny.
Nie było źle, właściwie było OK. Mało piłem a dym papierosowy wyżerał mi oczy. Fajnie oglądało się napalone nastolatki liżące się na parkiecie - bo tak jest kurwa sexy! Panowie oczarowani kiepskimi pornosami przeginali się w tańcu, uświadamiając mi że pedały wcale nie są kobiece.
Żadna kobieta nie tańczy w tak tani sposób.
Żeby było śmieszniej oni gibali się dla facetów... ślepych albo desperatów.
Mi tam nie stawał, ale sam widok przepiękny. Lubię takie połamane, zagubione mieszanki – transgresja made in Poland. Ale i tak git, mogłem trafić do Lemoniady i zdychać w heteryckiej nudzie. Chuj z tym. Wole kiepskie Transy niż laski w białych kozaczkach osmolone solarium.
Choć odrobinkę szkoda że ciotki kiepsko radzą sobie z fetyszowymi zabawkami. Impreza nawiązywała do jej (madonny) koncertowo DVD i dużo osób łaziło w oficerkach, ze szpicrutami czy uprzęży.
Naprawdę im to nie szło. Są młodzi, mają czas na naukę.

*Na zdjęciu uber_queer rozpierdalający wszystkich rozwiązłością i narkotykowym odurzeniem. Śliczny, tani, farbowany blondynek.


Komentuj (4)

19.03.2007 :: 11:42 | Link
W sobotę wpierdoliłem się w coś przedziwnego. Dochodziła 20:00, siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy swobodnie. Główne tematy to: ośmiocipka królewny z drawn together, kot który się nie wkurwia i exodus z rybnika do wro. Nagle, tuż przed podaniem głównego dania, dzwoni mój telefon. Cześć chcesz iść na Antonego? - pada pytanie. TAK, TAK, TAK - odpowiadam spontanicznie acz stanowczo. Oczywiście moi goście patrzą na mnie jak na świeże gówno, ja się czuje jak świeże gówno (wystrojone w smoking i siedzące na czerwonych fotelach capitolu) jednym słowem: atmosfera była tak gęsta że można ją było ciąć mieczem +6
Ubrałem się w najlepsze dżiny (tak się złożyło ze leżały na dnie kosza z brudami wiec odrobinę jebały podkreślając mój undergrandowy charakter) i wybiegłem w mrok nocy. W autobusie sumienie piszczało jak mały piesek. Bo oto przyjechali do mnie ludzie na których mi zależy a ja po 2h wypierdalam na koncert - myślę ze nawet Antony nie byłby dumny ze za sprawą swych pieśni rozbija rodziny i przyjaźnie. I nie było mi do śmiechu. Na całe szczęście moi przyjaciele są kumaci bardziej niż ja i spokojnie upili się z drugim panem domu. A ja dostałem sms przynoszący otuchę i głaszczący sumienie po brzuszku.
***
W capitolu prócz śmietany z wro była też śmietana ze wszystkich ważnych ośrodków w Polsce - głownie jednak śmietana z warszawy. Nie będę wyliczał nazwisk ale gdyby nie fakt ze spowity byłem mgłą ignorancji i nie kumania kto zacz, pewnie bym tam zmysły postradał. Wrócę jeszcze do tego tematu po koncercie.
Nie wiem czy pisać o samym koncercie bo właściwie wszyscy i tak piszą to samo ze świetnie, powalając i kurwa wspaniale. I tak jest naga wstydliwa prawda że A&tJ rozpierdolili wszystkich i powyrywali nam kanaliki łzowe. Było tak dobrze że nie wypada o tym pisać.
Ale koncert to nie tylko artysta którego się słuch ale też miejsce i osoby z którymi się go ogląda. Siedziałem na balkonie, rząd drugi miejsce przy samych schodach. Bardzo dobry punkt do obserwacji sceny i współtowarzyszy. Na schodach siedziała grupa pracowników PPA właściwie sympatyczna, choć niektórzy wykazywali się zbył dużą swobodą i oswojeniem z miejscem. Tuz za mną siedziała fanka Antonego, taka co zna drugi album i piszczy krzyczy jak tylko usłyszy kawałek z I Am A Bird Now. Raz tak krzyknęła yuuhu że wybuchnąłem śmiechem bo to wypaliło w takiej ciszy i całkowitej dramatycznej pustce że prawie jak by zaczęła drzeć ryja na przystanku. Ale generalnie fajna laska, tylko jej zegarek dudnił mi nad uchem: tik tak tik tak.
Najbardziej stresujący był moment kiedy to do stojących nieopodal fotoreporterów napierdalających migawkami jak z karabinu podszedł koleś i w niewybrednych słowach zapowiedział że jak jeszcze raz usłyszy to pstrykanie to im zrobi krzywdę. Bardzo skutecznie uspokoił wojennych reporterów. Moje osobiste rozpierdolenie cyców nastąpiło gdy usłyszałem: I Fell In Love With A Dead Boy, Rapture, Fistful Of Love szczególnie ta ostatnia, zagrana na bis, rozsmarowała mnie jak masło na gorącej grzance. Druga kwestia która uderzyła mnie już podczas koncertu w poznaniu to wyluzowanie i gadatliwość Antonego. Tu też opowiadał, żartował i podśpiewywał. I mógłbym sobie tak słuchać tych przerywników bo były tak samo dobre ja jego śpiew. Na koniec cały zespół dostał bukiety kwiatów, ja poczułem się jak na szkolnej akademii czy może pogrzebie bo ten kwiaty to była jakaś straszeni ohydna sprawa. Moralnie ohydna! A tu nagle ten słodki wieloryb odrywa różane płatki i rzuca nimi w publiczność śmiejąc się przy tym jak małe dziecko napierdalające cię błotem. Gest ten zmył cała ohydę bukietu.
***
Po koncercie znów utytłałem się śmietaną, ale musze powiedzieć że naprawdę serdeczną. Nic więcej nie napisze, ale może będą tego inne efekty.

Komentuj (2)


RSS

batman
point88
senshu
mediumblog


2010
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień